![]()
|
||||||||||||||
---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
|
Różnice pomiędzy sensacją a dociekaniem prawdy
Kiedy wchodzę do księgarni i widzę ogromne półki zapełnione historycznymi książkami i filmami na DVD zastanawiam się jak zwykły czytelnik ma z tego ogromu wyłapać te książki i filmy, które nie namieszają mu w głowie? . Wolność, która pozwala na drukowanie w tysiącach egzemplarzy historię postrzeganą przez pryzmat korzyści materialnych autora nie jest prawdziwą wolnością. Zamieniliśmy politykę na finanse i teraz kiedy kupujemy książkę to nie dlatego, że zawiera ona cenne informacje poparte długoletnimi badaniami ale dlatego, że zrobiono koło niej dobry marketing i w tej sytuacji czytelnik w księgarni będzie szukał tego czy tamtego bo widział to na plakacie czy w telewizji a nie dlatego, że przeczytał recenzje lub też polecił mu tą książkę znawca danego tematu. Dlatego myślę, że obecna wolność jest dość dużym zagrożeniem dla historii i nauk społecznych ponieważ książki nie są w żaden sposób sprawdzane pod względem rzeczowym a tylko mają czasem za zadanie, opierając się na jakiejś bzdurnej informacji wyrwanej z kontekstu, wzbudzić zainteresowanie tłumów. Dajmy na to taką pozycję jaką mieliśmy okazję oglądać w ubiegłym roku w TVN - film pod tytułem Generał – Zamach w Gibraltarze oraz czteroodcinkowy film dokumentalny oparty na badaniach Dariusza Baliszewskiego. Człowiek ten poświęcił wiele lat poszukiwaniu różnych dokumentów, informacji i dowodów na poparcie swojej teorii, iż gen. Sikorski został zamordowany w Pałacu Gubernatora Gibraltaru, po czym przeniesiony do samolotu a cały wypadek został zaaranżowany przy udziale grupy aktorów. Oba filmy mają w zamyśle autorów uzupełniać się i co daje się łatwo zauważyć oba przedstawiają jedna i tą samą historię tyle tylko, że jeden jest zbiorem historycznych faktów a drugi fabularną rekonstrukcją wydarzeń. Trzeba przyznać, iż zamysł autorów jest doskonały. Poprzez film dokumentalny lepiej można zrozumieć prawdę i przesłanie filmu fabularnego. Autorzy jednak nie spodziewali się, iż film może zostać obejrzany przez kogoś kto zna temat. Co gorsza, aby dodać powagi całości edycja DVD zaopatrzona została w angielskie napisy co staje się pętlą na szubienicy jaką postawili sobie autorzy filmu. „Zabili Generała” to okrzyk, po którym redaktor Miszczak ma ciarki na plecach. To ciągłe podkręcanie atmosfery poprzez Dariusza Baliszewskiego „a zdecydowałem się to powiedzieć po raz pierwszy”, „a mówię to po raz pierwszy” czy „jestem jedyną osobą posiadającą te dokumenty” tylko ujmuje powagi całemu serialowi dokumentalnemu. To chwyty przetrenowane już przez Wołoszańskiego : modelowanie głosu, akcentowanie pewnych sformułowań czy wyolbrzymianie faktów, mają na celu wywołać u widza taka czy inną reakcję i uwiarygodnić przez to informacje płynące z ekranu. Często jednak jest to tylko wybieg dobrego reżysera i nie ma wpływu na odbiór filmu przez ludzi znających zagadnienie. W filmie wykorzystano bardzo wiele archiwalnych filmów dokumentalnych, z których wiele nie ma nic wspólnego z historią przedstawioną w filmie. Na największą uwagę zasługuje film dokumentalny z akcji ratunkowej. To perełka, którą redaktor Miszczak zaskakuje badacza, znawcę tematu, który twierdzi, że zna sprawę od podszewki i nie boi się oskarżać konkretnych osób o morderstwo, czyli Dariusza Baliszewskiego. Ten ostatni badając sprawę przez wiele lat twierdzi, że takiego filmu nie ma. Scena nakręcona chyba do filmu fabularnego bardziej niż do dokumentalnego. W całym serialu to Baliszewski odsłania tajemnice a tu taki strzał! Przypomina to przepychankę – a ja mam coś, czego ty nie masz. Najciekawszy jednak jest ten film – jak twierdzi Miszczak to film nakręcony przez polskiego operatora dla niemieckiej telewizji. O zgrozo! Oczywiście, że Sikorskiego w Gibraltarze mogli ubić wszyscy agenci z całego świata chyba nawet koreańczycy. Bo jak inaczej podejść do stwierdzenia, iż na terenie zamkniętej brytyjskiej bazy wojskowej, gdzie wysiedlono cywilów a kilkaset metrów od granicy faszystowscy hiszpanie mierzyli z dział, nagle polak na zlecenie telewizji niemieckiej kręci film pod wodą z wnętrza rozbitego wraku, z którego wydobywane ciągle są zwłoki i ładunek, a w okolicy kręci się mnóstwo ludzi i statków ratowniczych? To jak ten tajemniczy polak zanurkował? Miał pozwolenie i wsparcie brytyjczyków? Oj, coś tu chyba nie pasuje do całej reszty historii. Wracając do tematu wypowiedzi Ludwika Łubieńskiego to muszę przyznać, iż Baliszewski wykonał świetną robotę przeprowadzając wywiady ze świadkami albo osobami podającymi się za świadków katastrofy. Szkoda tylko, że zanim wykorzystał ich wypowiedzi w swoim dziele życia, jakim niewątpliwie jest ten film, nie obejrzał ich wcześniej i nie posłuchał tych sensacyjnych wypowiedzi przez co całe dzieło życia poszło na zmarnowanie. Weźmy na ten przykład Henryka Karbowskiego. Facet nie bardzo radzi sobie z językiem polskim, ale mógłby przysiąc, że widział pilota wychodzącego na brzeg. Ten sam człowiek twierdzi później, że w czasie startu samolotu był gdzieś daleko na drodze. Po czym za kilka minut w swojej wypowiedzi stwierdza, iż w stał przy Łubieńskim i ten kazał mu salutować. Poza tym to jeszcze wcześniej był na skale. Jakiś podrzędny żołnierz czekający na przerzut do walczących wojsk stał przy Łubieńskim Szefie Polskiej Misji, kiedy startował samolot a poza tym twierdzi, że nie widział jak osoby wsiadały do samolotu. Coś się ta relacja mija z logiką i ciężko z tych fragmentów wywnioskować, co ten człowiek właściwie chciał powiedzieć. Można by te wypowiedzi całkowicie wyciąć i to bez straty dla filmu. Najlepsze jest to, co znalazłam w dokumentach z dochodzenia z roku 1969. Otóż w dokumentach z dochodzenia z lat 1969-72 czytamy, iż Pani Robinson, wdowa po pilocie Herringu, czyli tym, który podobno był widziany jak wychodził z wody, konsultowała się prawdopodobnie z astrologiem w kwestii zaginięcia jej męża. Dlatego też jej opowieści o tym, iż jej mąż dzwonił do niej już po katastrofie nie powinny raczej stanowić oparcia dla teorii badaczy przyczyn wypadku. „ From an exchange of correspondence with Mrs.Robinson in December 1968, we are aware that she is convinced that Her first husband did not die in the crash in 1943, and, indeed, that he was not even on the aircraft at the time. We have heard privately, though this cannot be confirmed, that she has been consulting astrologers.” 26 th February 1969
Trzeba dodać, iż w filmie przedstawiono Herringa jako człowieka nowego w załodze Prchala co nie znalazło poparcia w dokumentach zgromadzonych w Kew Garden, ponieważ z rejestru lotów i z zeznań Prchala jasno wynika, iż z Herringiem leciał on (z Sikorskim na pokładzie) już z UK do Gibraltaru a potem do Kairu i w drodze powrotnej miał tą samą załogę. Świetna jest też scena przekazywania przez Panią Alicję Iwańską, wdowie po Gralewskim, kartki papieru. Oczywiście pustą, niezapisaną kartkę to Gralewski dołączał do każdego listu, który Pani Alicja zachowała. Pani Alicja stwierdza, że zachowała listy Gralewskiego do niej ale zniszczyła listy od niej do Gralewskiego. Czyli z tej wypowiedzi wynika, że Baliszewski utrzymuje, że Gralewski miał w kieszonce munduru listy napisane przez siebie. Twierdząc, że nie rozmoczyły się w wodzie i nie rozmazał się atrament udowadnia, że Gralewskiego znaleziono na płycie lotniska. Jeżeli Gralewski miał przy sobie listy to były to listy napisane przez Panią Alicję do niego a te Pani Alicja zniszczyła. Może właśnie dlatego atrament się nie rozmazał? Ostatnie listy Gralewski mógł włożyć do torby z pocztą. Do tej torby, którą znaleziono na płycie lotniska i dlatego nie były rozmoczone. Do bardzo ciekawych i wielce wesołych wypowiedzi zaliczam wypowiedź biznesmena z Paryża Krzysztofa Mańkowskiego, który opowiada historyjkę o rekrutacji pilotów do samobójczej misji w Gibraltarze. Już sobie wyobrażam jak służby specjalne biegają po całym świecie z plakatami pt. szukamy samobójców-morderców. To urąga inteligencji widza. Nie trzeba być wybitnym historykiem żeby wiedzieć, iż służby specjalne żadnego kraju nie prowadziłyby rekrutacji do takiej misji wśród podrzędnych pilotów opowiadając im, jaki jest cel i miejsce akcji. Proszę o odrobinę szacunku dla widzów. Przyjrzyjmy się również zeznaniom sierżanta Martina i o historyjce spacerujących po skrzydle ludzików Michelle. To dopiero fajna opowieść. Otóż wszystkie raporty oraz sam Baliszewski stwierdzają, iż start samolotu odbywał się w zupełnych ciemnościach. Zgodnie z teorią Baliszewskiego musiało być całkowicie ciemno by zatuszować całą maskaradę z aktorami wsiadającymi do samolotu, a potem wyskakującymi z niego w jakimś momencie na pasie startowym. Przecież ktoś obserwując ze skały zauważyłby kilku ludzi wysiadających z samolotu, bo jeżeli ktoś obserwował start samolotu to patrzył właśnie na ten samolot. Tak więc mamy w całkowitej ciemności, samolot pomalowany w barwy maskujące, pływający na powierzchni ciemnej wody i co się dzieje? Sierżant Martin dostrzega człowieka spacerującego po skrzydle samolotu. Proszę spojrzeć na zdjęcie poniżej – wykonane w południe, przy świetnej widoczności i pełnym słońcu. Czy łatwo jest odnaleźć żółtą boję na powierzchni wody? A sierżant Martin w całkowitych ciemnościach dostrzega człowieka w ciemnym zapewne skafandrze na tle ciemnego samolotu. Albo sierżant Martin miał jakieś niesamowite zdolności wzrokowe albo wcale nie było tak ciemno, co sugerował pilot Prchal twierdząc, że startował nie patrząc na przyrządy ale na horyzont. Pomijając już fakt, iż było to niezgodne z procedurą startową Liberatora, która z naciskiem sugerowała, iż w nocy start na Liberatorze powinien odbywać się wg wskazań urządzeń, to można tu oczywiście dyskutować o doświadczeniu pilota. Można również doszukiwać się przyczyn katastrofy, jeżeli weźmie się pod uwagę teorię błędu pilota. I tak powolutku dochodzimy do teorii masowego mordu, masakry na Gibraltarze dokonanej przez tajne wywiady co najmniej dwóch krajów czyli Polski i Wielkiej Brytanii. Dlaczego mówię o masakrze? Bo jak inaczej nazwać zamach, w którym zostają zamordowani wszyscy członkowie załogi Liberatora czyli : Herring, Zalsberg, Kelly, Gerrie, Hunter, Członkowie polskiej delegacji: Sikorski, Leśniowska, Klimecki, Marecki, Kułakowski, Ponikiewski, Dwóch wysokich polityków brytyjskich: Cazalet, Whiteley Dwóch biznesmenów, agentów brytyjskich: Lock, Pinder i Jan Gralewski. Według teorii Baliszewskiego to nie koniec listy zamordowanych w Gibraltarze 4 lipca 1943 roku. Do tej listy trzeba dodać zabójców i współpracujących z nimi agentów (w filmie pokazano otrucie Zygmunta Białego, człowieka który rozmawiał z Gralewskim w obozie Miranda del Ebro, ale trzeba przypuszczać, że taki sam los spotkał wszystkich polaków uczestniczących w spisku) oraz całą grupę aktorów. Łącznie to mamy już około 25-30 osób a to już masakra, masowy mord na niewinnych zupełnie ludziach. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić Gubernatora Gibraltaru wydającego polecenie zabicia Cazaleta, Whiteleya, Locka, Pindera i członków załogi samolotu. Jeżeli przyjmiemy teorię, że do samolotu włożono ciała to, kiedy zamordowano członków załogi? Niektórych przypięto ponadto pasami i ubrano w kamizelki ratunkowe. A kiedy i jak zabito Cazaleta, Whiteleya , Locka i Pindera? Tym bardziej że Whiteley został wyłowiony z wody żywy. Ponadto dlaczego nie zabito Gralewskiego od razu tylko wrzucono żywego do samolotu a potem biegał sobie podobno po płycie lotniska i uciekał przed kulami bo strzelano do niego z samolotu. Kto strzelał? Pilot samobójca? Trochę to wszystko się rozmija z logiką działania wyszkolonych agentów. Cała akcja troszkę trąci amatorszczyzną, na którą nie mogliby sobie pozwolić sprawcy zamachu na tak wysokiego polityka, jakim był Sikorski a już na pewno takich bezmyślnych posunięć wystrzegaliby się brytyjczycy dokonując zamachu a swoim terenie. Pozostaje ciągle nierozwiązana kwestia ubrań. Wszyscy rozwodzą się nad faktem, iż Sikorski był rozebrany. Czy w przypadku, gdy przyjmiemy teorię Dariusza Baliszewskiego o spreparowaniu ciał, brytyjczycy pozostawiliby główną ofiarę bez ubrania? To z pewnością byłaby pierwsza rzecz o jaką zapytaliby śledczy komisji. Fakt, że niektóre ciała nie były ubrane, świadczy przeciwko teorii spreparowania ciał. Właśnie żeby uwiarygodnić przypadkową śmierć na pewno by ciała ubrano. Na pogardę zasługuje scena z filmu fabularnego przedstawiająca preparowanie ciał w biały dzień, gdzieś na skale, gdzie pod nią na plaży bawią się dzieci, których notabene w tym czasie raczej na Gibraltarze nie było, gdyż była to „zamknięta baza wojskowa” jak stwierdził sam Baliszewski. To nie preparowanie ciał a jakiś akt profanacji – tłuczenie kamieniem po ciałach to wzbudzająca grozę scena. Wcześniej spreparowane ciało znane z akcji Mincemeat było przechowywane przez kilka miesięcy zanim zostało wykorzystane przez specjalistów i jak twierdzi sam autor filmu z wykorzystaniem całej wiedzy medycznej. A tu w Gibraltarze gdzie zamach planowany jest od wielu miesięcy (zaaranżowany przyjazd kilku morderców, Gralewskiego jak i sama podróż Sikorskiego do Andersa) i w które to przygotowania zaangażowany jest sam Churchill, bo to on wysyła depeszę przyspieszającą powrót Sikorskiego, do preparowania ciał użyto kamieni gdzieś na zielonej trawce. Chyba Baliszewski ma zbyt niskie mniemanie o brytyjskim wywiadzie i agentach służb specjalnych. Ogólnie przez cztery odcinki filmu dokumentalnego i przez cały film fabularny z ekranu wyłania się obraz nadzwyczaj niezdarnie przygotowanej mistyfikacji i wydaje się, iż sam film jest jej częścią. Większość faktów przedstawionych przez Dariusza Baliszewskiego nie ma jakiegokolwiek pokrycia w zwykłej logice i zasadach zdrowego rozsądku. Ilość zaangażowanych w całe przedsięwzięcie osób jest tak ogromna, iż nie można by faktu zabójstwa utrzymać w tajemnicy. Nie ma możliwości przeprowadzić tak skomplikowanej akcji w tak nieudolny sposób. Ciągłe podkreślanie, że prawdy nie poznamy nigdy z uwagi na utajnienie akt brytyjskiego wywiadu nie dodaje wiarygodności całemu obrazowi a zdaje się być wentylem bezpieczeństwa mającym na celu umożliwienie autorom wymówkę. Ponadto nie wydaje mi się, aby na podstawie tak przeprowadzonej analizy i rekonstrukcji zdarzeń jak to zaprezentował Dariusz Baliszewski, poważny historyk pokusił się o oskarżenie o zabójstwo agentów wywiadów sprzymierzonych państw.
Może czas zostawić w spokoju gen Sikorskiego i pozwolić mu na wieczny spoczynek w wolnej od dalszych mistyfikacji i zakłamywania historii Polsce.
Agnieszka Bramreja Mazur Londyn , 23.06.2010 |
|