Wydarzenia Halsowanie U Bezana Żaglokultura Żaglopodróże Sylwetki
Debiuty Korespondenci Galeria Pogoria Linki Home

 

 

 

 

Misja Gibraltar 2010 – historycznie.

czyli śladami pamięci katastrofy gibraltarskiej.

 

Londyn 09.06.2010.

 

 

Sporo czasu upłynęło od naszego powrotu z Gibraltaru. Czas najwyższy przedstawić czytelnikom Pogoria.org wyniki naszej pracy poszukiwawczo – historycznej, jaką wykonaliśmy w czasie naszego pobytu na the Rock. Śmiem przypuszczać, że każdy Polak w kraju i zagranicami, wie co zdarzyło się w Gibraltarze. Niemniej jednak w ramach wprowadzenia, pozwolę sobie pokrótce przypomnieć zdarzenie z dnia 04 lipca 1943 roku, które na zawsze zapisało się w naszej historii.

 

Dnia 03. 07. 1943r na lotnisku brytyjskiej bazy wojskowej w Gibraltarze, ląduje samolot polskiej delegacji z gen. Władysławem Sikorskim na pokładzie. Premier RP, a zarazem Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych, gen Sikorski, wracał właśnie z Bliskiego Wschodu. W czasie swojego pobytu dokonywał przeglądu polskich jednostek wojskowych. Najważniejszym jednak celem tej wizyty, było załagodzenie nieporozumień, które narosły w Polskiej Armii. Powodem tych bardzo poważnych różnic zdania, był stosunek Rządu Polskiego do Sowieckiej Rosji. Czy misja ta zakończyła się sukcesem? Czy Wódz Naczelny zdołał przywołać do posłuszeństwa buntujące się oddziały i ich dowódcę gen. Władysława Andersa? Te pytania w sposób niekwestionowanie czysty, nie zostały przez historyków wyjaśnione. Pewne jest natomiast, że w dniu następnym, 04 lipca Liberator AL. 523 miał wyruszyć w dalszą drogę do Londynu. Około godziny 23 pilot dostaje zezwolenie na start. Po szesnastu sekundach lotu, samolot wpada do morza. Wszyscy pasażerowie giną w katastrofie. Z załogi uratował się jedynie pierwszy pilot.

Od tego momentu zaczyna się całe pasmo domniemań, posądzeń i spekulacji, które nieprzerwanie trwają do dnia dzisiejszego. Nie polecieliśmy na Gibraltar w celu wyjaśnienia zagadki katastrofy gibraltarskiej! W naszym odczuciu jest to już kompletnie niemożliwe do przeprowadzenia. Choć na ten temat napisano kilkanaście książek, / których notabene większość przeczytałem przygotowując się do Misji Gibraltar 2010 / choć nakręcono filmy i programy reportażowo – dokumentalne, to nikt nie potrafił dać pewnej, stu procentowej odpowiedzi na pytanie. Co zdarzyło się w samolocie AL. 523 w czasie jego krótkiego lotu? W tym okresie nie było jeszcze systemu monitorowania czasu trwania podróży, na tak zwanych „czarnych skrzynkach”. Wszelkie domniemania, co działo się przed lotem, po katastrofie, w Polsce, w Anglii, między oficerami polskich służb, czy też brytyjskich służb, czy wreszcie pomiędzy politykami, są bezcelowe i bez wpływu na wyjaśnienie wydarzeń z szesnastu sekund lotu Liberatora AL. 523!

Naszym celem było znalezienie wszelkich miejsc związanych z pobytem gen. Władysława Sikorskiego na Gibraltarze. Chcieliśmy porozmawiać osobiście z kilkoma osobami z Gibraltaru, których pasją jest historia, a które poznaliśmy za sprawą internetowych poszukiwań wiadomości nas interesujących. Jest rzeczą niezwykłą Internet! Oto po kilku miesiącach korespondencji, bez wcześniejszego poznania, a w dodatku w obcym języku, dochodzi do serdecznego spotkania ludzi połączonych wspólną historyczną pasją. Te rozmowy, a zarazem nawiązane przyjaźnie, okazały się sensacyjnie owocne! Dzięki nim właśnie Misja Gibraltar 2010, odniosła swoje największe sukcesy! O tym jednak za chwilę. Kolejnym naszym zadaniem, było odnalezienie memoriału, który upamiętnia wypadek gen. Sikorskiego i zbadanie /dokonanie pomiarów/ śmigła z tego pomnika. Dlaczego było to ważne? I na czyje zlecenie dokonaliśmy tych czynności? Wyjaśnię w poniższym tekście.

 

Ruszamy, zatem na szlak poszukiwań wszelkich pamiątek i miejsc związanych z tragedią, jaka rozegrała się na Gibraltarze w ciepły, bezwietrzny i pogodny wieczór 04 lipca 1943r.

 

Pierwszym takim miejscem, jest oczywiście pas startowy. Już w czasie lądowania roiły mi się w głowie różne myśli i niepokoje. Oczywiście dzisiejsze maszyny i samo lotnisko, jest o niebo lepsze, bezpieczniej wyposażone i kontrolowane. Niemniej jednak świadomość kilkudziesięciu kraks z przeszłości swoje robi. W momencie schodzenia do lądowania maszyna dostała silnego bocznego wiatru. Wstrząs, turbulencje!!! Dla załogi był to normalny, rutynowy lot z rutynowymi manewrami. Pilot poderwał samolot i okrążywszy skałę na zupełnie niskiej wysokości, ponownie złożył się do lądowania. Kapryśne lotnisko gibraltarskie, dało nam posmak swojej sławy!

Szczęśliwie kołujemy do terminalu. Szybka odprawa, paszport Unii Europejskiej powoduje, że nie ma żadnych problemów wjazdowych czy wizowych.

 

 

Wreszcie stoimy na tym samym miejscu, w którym wszystko się zaczęło i skończyło. Szerokie lotnisko gibraltarskie, wybudowano w 1939roku na miejscu dawnego toru wyścigów konnych. Jest to aż trudne do uwierzenia, ale widzieliśmy zdjęcia z czasów, gdy w miejscu obecnego lotniska, okoliczni mieszkańcy wypasali krowy!

Patrzyliśmy na dwa przeciwległe końce runway-a, które zaczynają się i kończą w morzu. Ten betonowy pas, świadek dni chwały, klęsk, katastrof i śmierci, dziś przyjął nas gościnnie.

 

Nasz pierwszy spacer odbyliśmy właśnie na koniec pasa. Przyglądaliśmy się skale, morzu i bojom oznaczającym tor podejściowy lotniska. Zafalowane morze ukryło swoją tajemnice w płytkich wodach Zatoki Katalońskiej.

 

Drugim obiektem na naszej trasie, był oczywiście Pałac Gubernatora, który mieści się na głównej ulicy miasta, Main Street. W tym miejscu gen. Władysław Sikorski, jego córka i reszta polskiej ekipy, spędziła noc i ostatnie chwile przed wylotem. W pałacu odbyło się również uroczyste przyjęcie, wydane na cześć Polskiego Wodza Naczelnego, przez Gubernatora Noela MacFarlane.

 

 

Sam pałac po angielsku nazywany the Convent nie jest udostępniony do zwiedzania / z wyjątkiem kilku dni uroczystości państwowych, nie możliwe jest wejście do budynku osób postronnych/. Pełni funkcje oficjalnej rezydencji Gubernatora Gibraltaru, od 1704 roku. Budynek pochodzi jednak z wieków wcześniejszych. Mieliśmy niezwykłe szczęście zobaczyć zmianę warty przed wejściem do the Convent. Warto również poświęcić kilka chwil i dokładnie obejrzeć siedzibę garnizonu wartowniczego, która strzeżona jest przez wypolerowane działa reprezentacyjnego oddziału artylerii.

 

Spacerując dalej ulicą Main Street, dojedziemy do katolickiej Katedry Św. Marii Koronowanej / Cathedra of ST. Mary the Crownem/. W kościele tym złożone były ciała gen. Władysława Sikorskiego i gen. Tadeusza Klimeckiego, w oczekiwaniu na transport do Londynu.

 

Wydarzenie to upamiętnia specjalna tablica wmurowana w ścianę lewej nawy katedry. Ponadto dostępne są tam również materiały informujące o samej katastrofie, jak również o pogrzebie Naczelnego Wodza i premiera RP, oczywiście również w języku polskim. Ciekawostką jest zapewne to, że obecna katolicka katedra wzniesiona została przez Hiszpanów, w miejsce dawnego meczetu.

 

Wędrując ruchliwą ulicą Main Street, łatwo można przeoczyć inny niepozorny budynek, który nam udało się odnaleźć. Jest to stara kostnica garnizonowa, miejsce gdzie wprost po katastrofie przywożono wszystkie wydobyte z morza ciała.

 

 

Obecnie jest to budynek mieszkalny. Porównywaliśmy go z dostępnymi zdjęciami pochodzącymi z 1943r. Oprócz nowych okien i wymienionych kilku płyt pokrycia dachu, nie zauważyliśmy żadnych zmian. Warto przechodząc, zatrzymać się chwilkę w tym miejscu.

 

Kolejne miejsce związane z katastrofą to oczywiście opisywana już wcześniej, w turystycznej części Misji Gibraltar 2010, komora skalna w tunelach, gdzie mieściła się radiostacja SOE.

 

Widok z okienka przy stanowisku Sierżanta Martina z zaznaczonym, przybliżonym, miejscem katasrtofy. Miejsce to znajduje się w pobliżu pierwszej żółtej boi która wyznacza przedłużenie (linię) pasa startowego.

Mapy morskie okolicy katastrofy z podanymi głępokościami.

 

Sierżant Martin, pełniący służbę w tym właśnie miejscu, miał być jedynym naocznym świadkiem całego zdarzenia. Przyznać należy, że z tego miejsca doskonale widać końcówkę runway-a, jak również miejsce upadku samolotu. Wszystko to możemy stwierdzić z własnych obserwacji. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że my dokonywaliśmy tych obserwacji w jasny i niezwykle pogodny dzień. Komora wykuta w tunelu na skale, jest usytuowana na wysokości około 150m, od poziomu lotniska. Natomiast od pierwszej boji / oznaczającej500metrów od końcówki pasa startowego/ oddalona jest około 600metrów. Mam, więc duże wątpliwości, czy sierżant Martin mógł zobaczyć cokolwiek w ciemną noc, czyli o godzinie 23,10!!!

Czytałem spekulacje na temat światła odbitego, pochodzącego z pobliskiego hiszpańskiego miasteczka. Wywód taki znajduje się w książce pt. „Zamach” autorstwa Tadeusza. A. Kisielewskiego. Ujmując rzecz delikatnie uważam, że jest to teoria fantastycznie-nieprawdopodobna / stwierdzam ten fakt w oparciu na własne morskie doświadczenia, z żeglugi w nocy/. Natomiast całkiem prawdopodobne jest, że sierżant Martin, widział zupełnie inny wypadek. Ta sprawa pozostaje dalej otwarta. Warto jednak wspiąć się na skałę i na własne oczy zobaczyć widok ze skalnej komory, w której pełnił służbę operator radiostacji SOE sierżant Martin.

 

 

W poszukiwanie kolejnych miejsc związanych z katastrofą gibraltarską, udaliśmy się na ulicę Devils Tower Road. Jest to długa i szalenie ruchliwa ulica, która ciągnie się praktycznie wzdłuż pasa startowego. W połowie drogi pomiędzy przejściem granicznym /przechodzącym dokładnie w poprzek pasa lotniska/, a wybrzeżem Zatoki Katalońskiej, usytuowany jest cmentarz. Dla wszystkich osób zainteresowanych wydarzeniem z dnia 04 lipca 1943r, powinno to być miejsce niezwykle interesujące. To właśnie na tym cmentarzu spoczywa tajemniczy postać warszawskiego kuriera Jana Grelewskiego. Tak szczerze powiedziawszy, to nikt z czystym sercem nie jest wstanie powiedzieć, kim był Jan Gralewski?! W moich osobistych poszukiwaniach natrafiłem na bardzo ciekawą rozbieżność jego stopnia wojskowego. Na przykład Kazimierz Leski twierdzi, że Jan Grelewski był szeregowym żołnierzem Armii Krajowej. W innych materiałach trafiłem na stopnie kanonier lub bombardier Jan Grelewski, co sugerowałoby przynależność do jednostek artyleryjskich. Inne źródła podają, że posiadał on stopień, kaprala rezerwy. Pewne publikacje w materiałach angielskich wymieniają stopień a raczej funkcję Staff Oficer. Dlatego pewnie zaskakujące dla wszystkich jest, że na nagrobku widnieje napis pułkownik Jan Gralewski!!!

Z doświadczenia własnego wiem, że tłumaczenie nazwisk, funkcji, czy stopni naukowych z języka polskiego na angielski, czasem bardzo komplikuje sprawy i dostarcza masy nieporozumień. Na tej podstawie wyciągam wniosek, że mogło dojść do niewłaściwego zinterpretowania stopnia w czasie tłumaczenia. Jest to możliwe, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że KANONIER, jest zbliżone fonetycznie do słówka COLONEL , które po angielsku oznacza właśnie PÓŁKOWNIK!!! Jest to jednak moja własna, subiektywna, niczym niepotwierdzona teoria.

Będąc w tym miejscu, należy się również odnieść do wypowiedzi redaktora Dariusza Baliszewskiego, która ukazała się w filmie dokumentalnym produkcji TVN, pt. „Generał”. Twierdzi redaktor Baliszewski, że grób Jana Gralewskiego, jest usytuowany gdzieś pod płotem, w zapomnianym miejscu, jak grób samobójcy. Zdecydowanie jest to nieprawda!!! Miejscem pochówku warszawskiego kuriera, jest oficjalna kwatera garnizonu RAF-u, w wydzielonej części cmentarza. Nagrobki są pieczołowicie odnawiane, a cała kwatera schludna, porządna i estetyczna. Jest to typowy, angielski cmentarzyk wojskowy, jakich kilka już widzieliśmy w Wielkiej Brytanii. W miejscu tym pochowanych jest kilkudziesięciu żołnierzy, różnej narodowości/ Szkoci, Anglicy, Polacy, Walijczycy, Francuzi, a nawet oficer Arabski/, którzy zginęli pełniąc służbę na the Rock. Chciałbym podkreślić, że na cmentarzu tym znajduje się również grób innego polskiego oficera, pochodzący z 1944r.

Złożyliśmy wiązankę polnych kwiatów na grobie Jana Gralewskiego. Obok spoczywają również inne ofiary katastrofy samolotu Liberator AL. 523, są to pułkownik Victor CAZALET, członek parlamentu brytyjskiego, oraz John Percival WHITELEY, członek parlamentu, a zarazem doradca wicekróla Indii.

 

Na zdjęciu powyżej zaznaczyliśmy miejsce pochówku ofiar katastrofy z 4 lipca 1943 roku. Widok z tarasu widokowego przy wejściu do tuneli gdzie znajdował się punkt Sierżanta Martina.

 

Po wizycie na cmentarzu, udać się należy w dalszą wędrówkę ulicą Devils Tower Road. Dokładnie obok drogi, na placyku stacji kontroli pojazdów, znajduje się pomnik, nazywany przez miejscowych jako, the Polisch Monument!

 

 

 

W roku 1978 ekipa angielskich płetwonurków odnalazła i wydobyła z dna Zatoki Kaledońskiej śmigło lotnicze, pochodzące z samolotu typu Liberator. Przyznać trzeba, że śmigło znaleziono w miejscu domniemanego wypadku samolotu, którym leciał gen. Władysław Sikorski /Pomimo usilnych starań i poszukiwań, nikt nie ustalił do tej pory dokładnego miejsca katastrofy. Jest to ważne dla osób chcących wykonać dokładną symulacje komputerową lotu Liberator AL. 523. Dotychczasowe opierają się na danych przybliżonych, a te z uwagi na krótki czas lotu 16-sekund, powodują kolosalne błędy w obliczeniach/

Początkowo wydobyte śmigło nie było kojarzone ze śmiercią gen. Sikorskiego. Zostało umieszczone na pomniku, dla upamiętnienia wszystkich ofiar katastrof lotniczych na Gibraltarze.

 

Natomiast już w roku 1945, została uroczyście wmurowana w końcówkę pasa startowego, specjalna tablica pamiątkowa poświęcona tragedii z dnia 04 lipca 1943r. Udało nam się uzyskać archiwalne zdjęcie z tej właśnie uroczystości.

 

 

Tablica, ta mimo, że pieczołowicie pielęgnowana, była niezwykle trudno dostępna dla szerszych rzeszy zainteresowanych /strzeżony teren lotniska/. Z tego powodu trafiła na ścianę budynku garnizonu RAF, a następnie została umieszczona na pomniku ze śmigłem wydobytym z dna w pobliżu katastrofy. Od tego momentu pomnik, i oczywiście śmigło nierozerwalnie kojarzone było ze śmiercią gen. Sikorskiego i samolotem Liberator AL. 523.

 

Ekipa nurków, z Clubu Sup-Aqua, działała wybitnie profesjonalnie mając zapewnione wsparcie finansowe ze strony magazynu historycznego After the Battle. Dokonali oni niezbędnych obliczeń i ustalili ponad wszelką wątpliwość miejsce wydobycia śmigła /oznaczenie namiarowe na mapie morskiej/. Sugerowałoby to, że znaleziona została dokładna pozycja katastrofy?! Oczywiście, jeżeli potwierdzono by fakt, że propeller ten, pochodzi dokładnie z samolotu AL. 523?!

W celu ustalenia tego faktu, konieczne było dokonanie pomiarów śmigła i zdjęć niezbędnych do weryfikacji technicznej. Nasza ekipa dokonała tego zadania. Po powrocie z Gibraltaru, fotografie zostały przekazane właściwym osobą. Obecnie trwa proces badania technicznego.

 

Na pomniku również złożyliśmy wiązankę polnych kwiatów. Miejsce, to jest regularnie odwiedzane przez polaków. Świadczą o tym kwiaty, znicze, flagi i tabliczki z nazwiskami odwiedzających. Katastrofa Gibraltarska mocno wryła się w świadomości naszych rodaków.

 

 

Niesprawiedliwością było by, nie napisać o stosunku miejscowej ludności do sprawy śmierci gen. Sikorskiego. Z naciskiem chcę podkreślić, że wiedza o tym wydarzeniu jest na Gibraltarze bardzo powszechna! Nikogo z naszych rozmówców nie trzeba było uczyć tej części naszej historii!!! Praktycznie wszyscy ludzie z którymi rozmawialiśmy, wiedzieli o wypadku, jak również o spekulacjach związanych z niewyjaśnionymi wątkami całej sprawy. Zasługę tego przypisać trzeba magazynowi After the Battle, który aż dwa numery poświęcił sprawie twierdzy gibraltarskiej, lotniska, siłom powietrznym i oczywiście katastrofie samolotu Liberator AL. 523.

Niemniejszy jest wkład wszystkich tych, którzy organizowali na Gibraltarze kolejne uroczystości rocznicowe. W tym miejscu muszę się pochwalić, niezwykłym odkryciem, które dokonaliśmy. Żeby jednak sprawiedliwości stało się zadość, sprawę tą opisze sprawczyni całego sukcesu, Agnieszka, Bramreja, Mazur. Nadmienię jednak, że będąc na Gibraltarze watro odszukać i odwiedzić sklepik fotograficzny LUIS PHOTOS adres 329 c Main Street!!!

 

Największym jednak sukcesem Misji Gibraltar 2010, była wizyta w the Garrison Library. Jest to niezwykle piękny budynek biblioteczny, w stylu wiktoriańskim, w którym zgromadzono liczne cenne księgozbiory. Wizyta nasza odbyła się na zaproszenie oficera RAF-u, a zarazem pisarza i rysownika JON MAYSa. Jon spędził lwią część swojej wojskowej służby w lotnictwie brytyjskim, służąc na gibraltarskim lotnisku. Jego wiedza posiada nieocenioną wartość, dla wszystkich interesujących się sprawą katastrofy i śmierci gen. Sikorskiego.

W roku 2009, ukazała się książka pt. „Wings Around Gibraltar”, autorami tego opracowania są Ted Arche oraz Jon May, czyli gospodarz naszej wizyty w Garrison Library! Okazało się, że Jon doskonale orientuje się w temacie, nie obce mu są sprawy polskiej polityki, dyplomacji i oczywiście stosunków z marszałkiem Stalinem.

W Garrison Library, odbyliśmy niezwykle fascynujące spotkanie i owocną rozmowę. Dlatego nie zapominajcie o naszej stronie, bo sprawozdanie z tej części Misji Gibraltar 2010, przygotowuje Agnieszka, Bramreja, Mazur.

 

Zapraszam do lektury.

 

Tomasz .Bezan. Mazur.