Wydarzenia Halsowanie U Bezana Żaglokultura Żaglopodróże Sylwetki
Debiuty Korespondenci Galeria Pogoria Linki Home

 

 

 

 

 

Zakoczenia Sezonów na Fregacie !!!

Londyn 06.11.2013.

 

Coś, o czym warto pamiętać!

 

 

 

Powoli dochodzimy do roku 2002! W moich wspomnieniach będzie to zawsze rok największego rozkwitu działalności KSW Fregata. Kto był uczestnikiem tych wydarzeń, to oczywiście pamięta kapitalny program „Ścieżek Edukacyjnych na Pogorii” autorstwa Radosława Stachurskiego. Regaty Math Racing klasy Omega, pierwsze w Polsce chyba, których pomysłodawcom był Maciej Krajewski. Sławny „wyścig zbrojeń” regatowców Omegi, czyli oryginalne rozwiązania techniczne Kazimierza Zająca i Marka Stachurskiego. Nowe postacie w klubie! Marzena Kiełb, Iza Kłap i oczywiście trio Marta Trzcionka, Mateusz Gach i Kajetan Górny!!! Pozyskanie jachtu dwumasztowego typu Wielki Trener i zwodowanie S/Y Opti kapitana Wątrobińskiego Oj działo się wtedy sporo!. Z dzisiejszej perspektywy najbardziej żałuję, ze zabrakło mi czasu na wychowanie następców. Potencjał był, niestety brakło tych kilku lat. Jarosław Jarmułowicz miał więcej szczęścia. To jednak będzie tematem kolejnych odsłon „Halsowania”.

Dziś chciałbym wrócić do innych wspomnień. Tych związanych z muzyką, tańcem i satysfakcją z dobrze wykonanej roboty. Chciałbym przywołać w pamięci nasze huczne Zakończenia Sezonów Nawigacyjnych! Czyli czas, w którym stary i nieco podupadły budynek świetlicy na Ośrodków Wczasów Świątecznych Dąbrowskich Wodociągów, zmieniał się w rozśpiewaną portową tawernę.

Niemniej jednak prapoczątek takiej właśnie zabawy nad jeziorem Pogoria I, dał KSW Hutnik!!! Tam się tego nauczyłem, a Zosia i Jarek nigdy nie ograniczali mi dostępu organizacji, czy do znanych w środowisku szantowym osób!!! Za to jestem bardzo serdecznie wdzięczny Zosi i Jarkowi Jarmułowiczom!

Dwie pełne kadencje pełniłem funkcje V-ce Komandora ds. Organizacji i Szkolenia KSW Fregata. Plus oczywiście praca w Komitecie Organizacyjnym, czyli czas poprzedzający rejestracje stowarzyszenia. Miałem niesamowitą przyjemność organizować cztery razy Uroczyste Zakończenia Sezonu Nawigacyjnego w klubie Fregata. Spotykałem się w tym czasie z wieloma wspaniałymi ludźmi, a wspólny wysiłek owocował niezapomnianymi wrażeniami. Do dziś pozostały one w moim sercu i na kliszach aparatu fotograficznego. Pisząc ten tekst chciałem się tymi uczuciami z wami podzielić.

Sezon Nawigacyjny z uwagi na kurs żeglarski kończył się najczęściej na tydzień lub dwa przed Dniem Wszystkich Świętych. Było to logiczne. W te ważne dla Polaków dni, nikt nie będzie zawracał sobie głowy żaglówkami, czy egzaminem na hobbystyczne stopnie żeglarskie. Najczęściej też w dniu egzaminu odbywało się wyciąganie sprzętu i przygotowanie do hangarowania. Kilkanaście dodatkowych silnych rąk , było atutem potwierdzającym tą tradycję.

To był zawsze bardzo pracowity weekend. Kursanci zdawali egzamin, Komisja sprawdzała testy pisemne i umiejętności na wodzie, a bosman i opiekun przystani wykorzystywali każdą okazję do schowania kolejnej jednostki w bezpiecznym hangarze. Słowem wszyscy byli urobieni po pachy, a i stresu było sporo. Z własnego doświadczenia wiem, że żadne zabawy, ogniska, czy wieczornice się wtedy nie kleją. Co innego czas po zdanym egzaminie!!! Procedura załatwiania formalności w Okręgowym Związku Żeglarskim w Katowicach, czyli czas oczekiwania na Patenty Żeglarskie, to zwykle dwa trzy tygodnie. Zatem końcem listopada, lub początkiem grudnia organizowaliśmy Uroczyste Zakończenie Sezonu Nawigacyjnego w połączeniu z rozdaniem świeżutkich Patentów Żeglarskich dla neofitów tej fascynującej sztuki. W moich marzeniach miał to być czas radosny, podniosły i niezapomniany! I chyba udało mi się te marzenia zrealizować?!

Zadanie wcale nie było łatwe. Początkowo nie mieliśmy wystarczająco kasy na taką zabawę. W środowisku szantowych sław, byliśmy klubem zupełnie nieznanym. Natomiast nasza świetlica wyglądała bardzo siermiężnie, co spostrzegł oczywiście Prezes Wodociągów kol. Andrzej Malinowski. Ja w tych uwarunkowaniach widziałem szansę! Pewnie było to naiwne, ale wiedziałem że uda nam się osiągnąć sukces.

Dekoracja Sali w klubie żeglarskim nie jest żadnym problemem. Kilka starych żagli, pagaje i koła ratunkowe. Finezyjnie powiązane liny i namalowany naprędce transparent. Ot klimat, jak z dawnych żaglowców!!! Największym problemem była temperatura! W końcówce listopada, czy w początkach grudnia, jest zimno a czasami i śnieg szpetnie zacina po szybach! To było pierwsze wyzwanie, z którym przyszło nam się zmierzyć.

Pomieszczenie świetlicy na Fregacie wyposażone jest w piec grzewczy podłączony do przewodu kominowego. Drewna na opał nie brakowało, o węgiel też można było się postarać. Zatem gdyby udało się uruchomić piec, to pomieszczenie przestało by wyglądać jak komora chłodnicza. Oczywiście nawet kol. Andrzej Skubek nie pamiętał, kiedy ostatni raz używano pieca na świetlicy! Istniało zagrożenie, że kanał kominowy jest zarwany i zawalony do środka?! Konieczne było dokładne sprawdzenie tej instalacji. W pamięci utkwił mi bosman Krzysztof Żak, oraz Marek Stachurski i Wojtek Jamuła, którzy z umorusanymi twarzami i rękami czyścili komin naszej świetlicy. Pierwsze próby rozpalania ognia spełzły na niczym. Nawet suchutkie drewno nie dawało się zapalić a dym szczelnie wypełniał wszystkie kąty sporego przecież pomieszczenia. Pamiętam, że wyjechałem gdzieś chyba po zakupy na imprezę, a po powrocie zastałem umorusanych, ale bardzo szczęśliwych Krzyśka, Wojtka i Marka. Z komina buchał wesoło dym, a piec nagrzewał się prawie do czerwoności. Przyczyną niedrożności komina, były prozaiczne liście, które latami gromadziły się tam spadając z drzew. Zatem sprawa temperatury opanowana!

Patenty pomagał zawsze załatwić i dopilnować w czasie kapitan Jan Wątrobiński. Pomimo, że w Okręgu zbyt lubiany nie byłem, to jednak dokumenty mieliśmy zawsze na czas. Było to zasługą Agnieszki, która czasami osobiście drukowała formularze i kapitana Jana, który sprawę pilotował. Swoją drogą, to Okręgowi powinno zależeć na jak największej liczbie żeglarzy! Były to jednak inne czasy i inni ludzie.

Gdy patenty były gotowe i wiedzieliśmy, że nie zamarzniemy w świetlicy. Czas był załatwiać zespół dla uświetnienia całości. Jedyny kontakt, jaki wówczas posiadałem to Jerzy Rogacki, guru i nietuzinkowy znawca muzyki, środowiska i klimatu szantowego. Dzięki pomocy mistrza „Rogatego” mamy kontakt do kolegów z grupy Perły i Łotry! Umawiamy termin i gaże dla artystów. Niestety problemem staje się nagłośnienie!

Koledzy z zespołu Perły i Łotry potrzebują do występu kilku linii nagłośnieniowych, mikrofonów, głośników i wielu innych gadżetów, o których istnieniu ja osobiście nie miałem pojęcia! Słowem zagwózdka na całego. Dziś mogę to szczerze przyznać, że koncerty te nie odbyłyby się bez wiedzy, znajomości i zaangażowania w temat Radosława Stachurskiego.

Jego zielony Mały Fiat, cierpliwie krążył w tą i z powrotem przywożąc setki metrów kabli, głośniki, statywy, miksery i całe inne ustrojstwo muzyczno dźwiękowe. Radek również składał to wszystko do kupy i sprawiał, że było bez trzasków i przegłosów słychać tylko to co trzeba! Czyli kapitalną muzykę właśnie!

Dopełnieniem całości był drobny poczęstunek, na który kasę zawsze wyekspediował Skarbnik Klubu Zdzisław Krasiczyński. Trzeba przyznać, że przy organizacji Zakończenia Sezonu w Klubie Sportów Wodnych Fregata, brała udział spora grupa naszych koleżanek i kolegów. Gdy przychodził ten dzień sala była ubrana w dekoracje, w piecu palono, co najmniej od rana, a na stołach pojawiał się żurek z kiełbaską i jakiś inny procentowy żeglarski napitek.

Jak wspomniałem w pierwszym roku odwiedził nas zespół Perły i Łotry, dając kapitalny koncert, W kolejnych latach były to Cztery Refy, Sailor i na koniec mojej działalności w roku 2003 grał nam zespół Yank Shippers.

Na nasze święto zapraszaliśmy kolegów z innych klubów. Regularnie odwiedzał na Hutnik, Tramp i Zefir. Koledzy z byłego klubu żeglarskiego Kolejarz, jako członkowie pełnoprawni Fregaty zawsze brali udział w zabawie. W jednym roku swoje patenty rozdawał u nas Jacht Klub Pogoria III, włączając się jakoby do naszej imprezy. Co trzeba podkreślić, atmosfera panowała wyśmienita. Nikomu nie przeszkadzał brak luksusów czy zimno. Wnętrze naszej świetlicy po kilku taktach muzyki wypełniało się przyjemnym ciepłem, a przyniesione przez zapobiegliwych kurtki i swetry lądowały na wieszakach i oparciach krzeseł. Cała sala ciasno wypełniała się żeglarzami i żeglarkami z akwenów Pojezierza Dąbrowskiego. Ścisk jedynie potęgował atmosferę kapitalnej zabawy.

Praktycznie wszystkie zespoły grające u nas, zostawały na nocleg. I proszę mi uwierzyć nigdy impreza nie kończyła się wraz z zakończeniem części oficjalnej. Gdy wyjechali oficjalni goście, którzy zawsze uświetniali naszą uroczystość, zaczynała się nieskrępowana niczym żeglarska zabawa. Trwająca czasami do późnych godzin poranno-nocnych! Były szalone wygłupy z mikrofonem i improwizacje wokalno-instrumentalne. Zdarzały się prawykonania niektórych utworów. Zespół Cztery Refy w całości, lub w częściach składu osobowego, odwiedzał nas kilkakrotnie. Owocem owych swoistych warsztatów był występ Radka w konkursie szantowym w Krakowie.

Ludzie kapitalnie się bawili. Okazało się, że ciasna świetlica ma swój klimat! Czasami tak to właśnie jest, że jakieś miejsce przypasuje społeczności i nie przeszkadzają wtedy żadne drobne mankamenty. Robiono setki zdjęć, kręcono filmy, śmiano się i tańczono. Słowem działo się wszystko, co powinno się zdarzyć na imprezie integrującej żeglarskie środowisko naszych akwenów. KSW Fregata stawał się ważnym miejscem dla żeglarskiej braci.

Niestety prowadząc imprezę kończącą Sezon 2003 wiedziałem, że to moje ostatnie miesiące w klubie i kraju. Poza mną nikt nie uświadamiał sobie jeszcze tego faktu, choć Agnieszka od kilku miesięcy mieszkała już i pracowała w Anglii. W przeciwieństwie do sukcesów klubowych, w życiu zawodowym i prywatnym był to czas równi pochyłej. Słowem sławetny okres „schładzania gospodarki” zakończył się katastrofą dla naszej rodzinnej firmy. W czasie zabawy robiłem dobrą mnę do tragicznej gry. Niemniej z prawie 12 lat pracy nie pozostało nic. Patrzyłem na twarze rozbawionych ludzi. Śpiewałem i żartowałem prowadząc konferansjerkę imprezy. W duszy byłem zrozpaczony i przerażony. Nadchodził czas rozstań i zmian. Trzeba było lat wytężonej pracy i wyrzeczeń by odbudować straty materialne i co ważniejsze psychiczne tamtego okresu. Za moją działalność w klubie otrzymałem szwajcarski scyzoryk żeglarski. Do dziś towarzyszy mi w czasie wycieczek i przygód. Zmoczyły go wody niejednej rzeki, jeziora i nawet kilku mórz. Myślę, że kiedyś znowu wróci ze mną na wody ukochanej Pogorii I.

W latach późniejszych miałem okazję uczestniczyć dwukrotnie w imprezach połączonych z koncertami na terenie KSW Fregata. Obserwowałem wszystko jakoby z boku, jako gość z ramienia YKP Londyn. Wszystko było zdecydowanie ładniejsze i bogatsze niż moje imprezy z lat ubiegłych. Nowoczesna profesjonalna scena, rozstawione namioty i elegancka dekoracje. Ogromna przestrzeń do zabawy i tańca. Brakowało jedynie klimatu tej nieuchwytnej i niewymiernej nieskrępowanej żeglarskiej zabawy. Ktoś mógłby powiedzieć, że to jedynie moje subiektywne odczucie. Ale potwierdził je wypowiadając się publicznie ze sceny lider zespołu Yank Shippers, wspominając klimat koncertu z roku 2003! Szanty to bardzo subtelna dziedzina muzyki, sztuki, klimatu i mistyki, łatwo można popełnić tu błąd. Kiedyś taki sam popełnili organizatorzy Katowickiej Tratwy, przenosząc koncert z kameralnej sali lodowiska, do głównej hali Spodka. Ja bardzo się cieszę, że udało mi się uniknąć błędów.

W kolejnej odsłonie opowiem Wam, jak to KSW Fregata pozyskał flagową jednostkę. Będzie to opowieść, w jaki sposób zakupiony i przetransportowany został do Dąbrowy szkoleniowy jacht dwumasztowy typu Wieki Trener.

 

Pijąc herbatę i słuchając zespołu Yank Shippers , przesyłam wszystkim kolegom z jeziora Pogoria I, serdeczne pozdrowienia. Odwiedzajcie naszą stronę i nie zapominajcie o dziale „Halsowanie”.

 

Tomasz. Bezan. Mazur.

 

Foto: Zdjęcia pochodzą z archiwum KSW Fregata i Pogoria.org - Z uwagi na czas, jaki upłyną od wykonania zdjąć, skanowania ich i publikacji (około 10 lat) nie podajemy autorów poszczególnych zdjęć ale większość zdjęć jest autorstwa Maćka Krajewskiego, Jacka Sedlaka i Agnieszki Mazur. Jeżeli kogoś pominęliśmy to bardzo przepraszamy i prosimy o kontakt aby pomyłkę wyjaśnić.
Redaktor Naczelna Agnieszka Bramreja Mazur