--------

 

 

 

 

 

London Boat Show 2017,

u progu nowego sezonu nawigacyjnego.

 

Niejednokrotnie opisywana na łamach naszej strony wodniacka wystawa London Boat Show, otwiera tradycyjnie szereg europejskich i światowych pokazów branży nautycznej. Przez szereg lat Londyn był motorem, a zarazem wyznacznikiem kierunków i swoistych trendów, za którymi podążały firmy a zarazem klienci szeroko pojętej grupy usług i towarów z luksusowej półki. Trzeba jednakże przyznać, że stan ten dynamicznie zmieniał się w ostatnich latach. Kryzys kredytowy, a zaraz po nim europejskie spowolnienie gospodarcze odcisnęło na tym rynku bardzo wyraźne piętno. Systematycznie zmniejszała się liczba odwiedzających. Trudności mieli też organizatorzy, gdyż zapełnienie ogromnej hali wystawienniczej w okresie gospodarczego krachu, okazało się zadanie niemożliwym do wykonania. Próby połączenia wystawy wodniackiej z innymi targami branży turystycznej z nieznanych mi powodów nie powiodło się. W kuluarach mówiło się, że przyczyną zaniechania tych prób, były nieporozumienia finansowe. Czyli tradycyjnie, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Tak, więc systematycznie zmniejszała się powierzchnia zajmowana przez olbrzymie niegdyś London Boat Show, ubywało też wszelakich atrakcji około-wystawowych. Niemniej jednak wciąż jest to miejsce, które żeglarz, czy motorowodniak przebywający w Londynie odwiedzić powinien. Dla mnie, jako obserwatora zmian ważne było znalezienie odpowiedzi na pytanie. Jaki wpływ na tak wrażliwy rynek będzie miał Brexit i swoisty proces izolacji rynku brytyjskiego z areny Europejskiej. Trzeba przecież pamiętać, że gro firm czarterowych posiada swoje bazy w Grecji, Hiszpanii, Włoszech czy na Chorwacji. Pomysły wprowadzenia wiz, podatków akcyzowych i ceł zaporowych, musiały wzbudzić na rynku poruszenie, a nawet pewną swoistą panikę.

W czasie tych niezbyt optymistycznych ekonomiczno-brexitowych rozważań, pozytywną energię wniosła wiadomość od kapitalnej polskiej żeglarki Moniki Matis. Pytanie było krótkie. Będziecie na targach?! I czy możemy się zobaczyć?!!! Monika to niesamowicie twarda dziewczyna, przed którą czapki z głów! Realizuje własne pomysły, za własne ciężko zarobione pieniądze udowadniając, że i w dzisiejszych skomercjalizowanych czasach, da się osiągnąć cel bez sponsora i bez uzależnienia się od kaprysu innych. Szacun i wielkie piwo dla Ciebie!!! W przerwach pomiędzy pracą zawodową a przygotowywaniem do samotnej żeglugi na ukochanej S/Y Wiedźma Morska, Monika zaangażowała się do wprowadzenia na rynek brytyjski firmy Northman Shipyard, która to produkuje doskonałej jakości jachty Made in Poland!!! Firma ta pochodzi z Mazur a swoją siedzibę ma w żeglarskim Węgorzewie. Jako pierwsza Polska firma w historii London Boat Show zorganizowała swoje, niezależne stoisko wystawowe!!!

 

Badania naukowe stwierdzają niezbicie, że okres świąteczny i noworoczny wpływa na londyńczyków zmęczeniem i wręcz wyczerpaniem. Trzeba nie lada bodźca by w wolny dzień typowo londyńskiej deszczowej wietrznej i chłodnej zimy, zrezygnować z koca wygodnego fotela i szklaneczki bursztynowego płynu. Monika dała nam przez telefon potężnego kopa. Niezwłocznie, zatem i bez utyskiwań niezawodna, zgrana w czasie niejednej przygody ekipa ponownie spotkała się w centrum prasowym hali ExCel podczas London Boat Show 2017.

Tu natomiast po raz kolejny nie udało się organizatorom zapełnić całej hali wystawowej. Tętniąca kiedyś życiem marina na przylegającym docku, świeciła pustkami zacinającego deszczu i zimnego wiatru. Wewnątrz wyczuwało się atmosferę oczekiwania na zmiany! Na nowy pomysł, nowe rozdanie, nowy sposób zorganizowania tego, co przemija nie koniecznie z własnej winy. Obok stoisk typowo wodniackich, znaleźli się wystawcy z nożami kuchennymi. Nawet ceramiczne patelnie, wanny z natryskami i szklane stoliki do gabinetów szukały tu nabywców. Niespodziewanie pojawiły się atrakcyjne obniżki cen! Spotkałem pewne elementy wyposażenia, odzieży czy osprzętu czterokrotnie przecenione w stosunku do ceny nominalnej. To nowość! Takie oferty zdarzały się najczęściej w ostatnim dniu wystawy, nigdy zaś w pierwszy weekend! Ogólnie, choć stoiska wyglądają podobnie do wystaw z lat poprzednich i pojawiają się znajome twarze sprzedawców, ekonomiczny barometr idzie na zmiany. Dla nas zaowocowało to kilkoma zakupami uzupełniającymi żeglarski rynsztunek w sam raz na zimowe, lutowe pierwsze halsy na dockach. Najważniejszym jednak dla nas było odnaleźć i poznać ekipę ze stoczni jachtowej Northman ze znanego wszystkim polskim żeglarzom Węgorzewa!!!

Nie zaskoczyła mnie jakość wykonania jednostek prezentowanych przez stocznię Northman! Doskonały poziom elementów laminatowych, cyfrowe cięcie detali ze sklejki i drewna, najnowocześniejsze na świecie rozwiązania technologiczne plus dbałość o estetykę wykonania, to już legendarna sława polskich stoczni jachtowych. Kolekcja nagród i wyróżnień otrzymanych przez stoczniowców z Węgorzewa, jest potwierdzeniem tej legendy. Firmę Nothman tworzą ludzie, którzy budują łódki dla żeglarzy, sami będąc członkami ogromnej żeglarskiej rodziny. Po prostu czują ducha tego sportu, hobby, czy wręcz stylu życia, jakim niezaprzeczalnie jest jachting. Przekonałem się o tym w czasie przyjemnej pogawędki z przedstawicielami firmy. Z łezką w oku wspominaliśmy rejsy mazurskie na Orionach, czy charakterystycznych Sportinach z obciętym dziobem, by mieściły się w regatowej klasie!

Specjalnie na targi żeglarskie London Boat Show stoczniowcy i żeglarze z Węgorzewa przywieźli do zaprezentowania łódkę Maxus twin-keel model. Czyli w prostych słowach, świetnie nadający się do użytkowania na wodach pływowych jacht o dwóch bocznych kilach. Każdy, kto żeglował po brytyjskim wybrzeżu i okolicach ujścia Tamizy zrozumie od razu celowość takiego rozwiązania. W czasie odpływu tradycyjny jacht kilowy osiadając w mulistym dnie traci równowagę. Bardzo często kładzie się na boku czyniąc niemożliwym do zniesienia godziny oczekiwania na kolejny przypływ. Zupełnie inaczej zachowuje się jednostka o dwóch bocznych kilach. Miałem zresztą okazje przekonać się o tym na własnej skórze! Łódka taka pięknie staje na twardym podłożu, lub też zanurza się równomiernie w mulistym dnie. W czasie kolejnej wysokiej wody, odkleja się od podłoża gotowa do żeglugi. Rozwiązania takie były dość popularne na Wyspach Brytyjskich w latach 60-70tych. I właśnie na ten sprawdzony, acz zapomniany pomysł, postawiła firma Northman z Węgorzewa. Okazało się to strzałem w przysłowiową dziesiątkę! W czasie naszych odwiedzin na stoisku firmy, przez prezentowane jachty przewijały się coraz to nowe osoby. Ogromna ilość pytań o detale, oglądanie wnętrza i kalkulacje cenowe pozwalają twierdzić, że łódka ta znajdzie nabywców wśród ludzi, dla których sama idea konstrukcyjna, jest znana i doceniana. Brawo Polacy!!! Po raz kolejny połączenie tradycyjnych sprawdzonych konstrukcji z nowoczesnymi technologiami, okazuje się sposobem na sukces! Trzymamy kciuki za powodzenie całego przedsięwzięcia i obiecujemy naszą skromną pomoc.

Spacerując po stoiskach zwróciłem uwagę na stały rozwój napędów elektrycznych do jednostek wodnych. Kiedyś były to małe elektryczne silniki doczepne, zasilane z akumulatora. Pamiętam, że Klub Sportów Wodnych Fregata, jako pierwszy używał jednostki elektrycznej, jako łodzi asekuracyjno-roboczej na terenie swojej przystani w Dąbrowie Górniczej. Obecnie pojawiają się dosyć szybkie łodzie spacerowe o elektrycznym napędzie z zasilaniem solarowym!!! I jest to również krok w kierunku ekologicznych odnawialnych źródeł energii, propagowanych przez nas na równi z siłą wiatru.

Wieczór w Londynie po dniu pełnym wrażeń, powinien skończyć się w przytulnym pubie z kominkiem! Tak też zakończył się nasz czas na targach żeglarskich London Boat Show 2017. Czy znalazłem odpowiedź na brexit-owskie obawy? Panuje pod tym względem opanowywany strach, wynikający z całkowitego braku informacji i wytycznych, co do przebiegu tego nieuniknionego zjawiska. Forsowany przez Premier tak zwany, Twardy Brexit, w mojej ocenie wpłynie jeszcze bardziej negatywnie na nautyczny przemysł w UK, niż krach kredytowy i spowolnienie gospodarcze. Zauroczenie rynkami wschodnimi, zwłaszcza Chinami, zaowocuje chwilowym ożywieniem, w ostateczności zaś całkowitym zaniechaniem produkcji w UK. Brak porozumień i umów o ochronie patentowej z Chinami naraża rynek brytyjski na nieuczciwą i niekontrolowaną konkurencję, której z doświadczenia branż elektronicznych, budowlanych i odzieżowych, nikt nie jest w stanie wytrzymać. Na tym chciałbym zakończyć moje dywagacje w tym temacie, gdyż nie jestem ani ekonomicznym analitykiem, ani tez politykiem. Po prostu pisze co widzę, a czas pokaże czy miałem rację.

Natomiast masę przyjemnych chwil dały nam morskie opowieści, plany i wspomnienia, jakie w pubie przy szklaneczce dobrego piwa toczyły się w gronie ludzi kochających wiatr, wodę i nieskrępowanie, jakie daje pozostawienia na lądzie politycznych i ekonomicznych problemów dnia codziennego. Popłynęły opowieści o planach Moniki, w stanie przygotowań do rejsu. Wspominaliśmy gościnny Gibraltar i wspólnych kolegów, którzy jak Maciek Adamczak i Andrzej Placek podążają właśnie gdzieś na granicach niebiesko-zielonych toni mórz i oceanów. I w duszy wszyscy uświadomiliśmy sobie, że choć kolejny rok upłynął, to oto stoimy u progu Nowego Sezonu Nawigacyjnego 2017. Oby był szczęśliwy na nas wszystkich! Byśmy mogli zawsze po pomyślnie zakończonych rejsach, regatach, kursach czy szkoleniach spotkać się u Jurka Knabe na herbacie. Bo niech ktoś mówi co chce, to w mieszkaniu Jurka bije serce żeglarskiego-polonijnego Londynu.

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Sezonie Nawigacyjnym 2017.

Życzy cała redakcja Pogoria.org

Do zobaczenia na wodzie.

A-Hoy.

Londyn 07.01.2017.